Przygody diabliq'a, czyli ze szwabami potyczki

Blog bedzie brzydki, oblesny, wulgarny, generalnie mozna powiedziec niepoprawny politycznie - wiec jezeli jestes delikatna osoba - daruj sobie. Pomyslne wiatry po wielu perturbacjach przywialy mnie do Niemiec i zamierzam zakotwiczyc tu na jakis czas. Bede tu opisywal moje spostrzezenia na temat Szwablandii, ludzi, absurdow itd. Blog zawierac bedzie moje refleksje i przemyslenia ( nie zawsze trzezwe ) na temat pobytu w tym kraju.

Wednesday, August 01, 2007

I koniec sokratesa i jest dół taki, że szok. Wszyscy już wyjeżdzają, albo wyjechali. Najgorsze jest to, że teraz zbiera mnie na wspominki z całego roku i jednocześnie towarzyszy temu świadomośc, że tych ludzi już pewnie do końca życia nie zobacze.

Mój piętrowy GANG przeszedł do historii. Dwa tygodnie temu wyjechał rajan ( USA ), w poniedziałek Daniel ( USA ), w czoraj Britnej i marie ( USA ), dzisiaj do domu na wakacje wraca Seba ( Niemcy ), a Michael i Linda ( Niemcy ) też już chyba nie wrócą. Jak tak sobie wspominam te nasze nocne posiadówy z piątku na poniedziałek to tak se myśle, że naprawde tutaj fajnie było, poznałem dużo fajnych osób, zżyłem sie z nimi.......i nawet będę tesknic do nich i Naszej zachlanej, zażyganej kuchni.

Chuj....trzeba jakoś życ dalej...jeszcze dwa miechy mi praktyki zostało....ale już sobie wyobrażam jakie bedą nudy. I się nie będe już kurwa rozklejał tutaj...i tak wczoraj dziewczyny się nawet popłakały przy pożegnaniu.....ja nie...bo się zbuchałem godzinę wcześniej :)

Po kolei.

W sobote Daniel chciał się z morzem pożegnac, więc pojechałem z nim do Cuxhaven. Z ciekawszych rzeczy w drodze, to w jednym wagonie lezał najebany typ jakis i spodnie miał w gównie ujebane i emanowały one na cały wagon. My od razu się skapnęlismy, że to nie jest jakis tam przypadkowy pierd czyjs, tylko jazda będzie przez całą drogę, więc zmieniliśmy wagon poprostu. A Niemcy jak durnie dalej siedzieli w tym wagonie. Patrzeli tylko na siebie z niedowierzniem cóż to tak może brzydko pachnąc, jak gdyby nigdy gówna nie czuli, bo sami srają fiołkami i różami. Wyglądali tak jakby zupełnie nie mogli się odnaleźc w zaisniałej sytuacji. Poprostu coś poza protokołem i Niemiec się gubi. No i siedzieli sobie i się gazowali w tym wagonie. Dzień generalnie był zryty. Było zimno, było tak jakby chciało padac a nie mogło, pochmurno, wietrznie....w sam raz na kąpiel.

Cuxhaven liczy 4 ulice na skrzyż, więc jest 126578 możliwości, żeby się zgubic. Z jednej z nich nie omieszkaliśmy nie skorzystac. Dotarliśmy do morza, ale tutaj to nie jest tak, że masz morze to i plaża.....a gdzie tam. To by było za proste. Plaża jest utrapieniem, gdyż piasek się roznosi, na piękne niemieckie chodniki, włazi w piękne niemieckie buty, i drażni wrażliwe niemieckie oczy, w związku z tym, plaże zostaną zabetonowane - taki tutaj jest punkt widzenia. Jak chcesz sie porekreowac na plaży to musisz iśc za miasto prawie, gdzie masz wydzielone miejsce, odgrodzone drutem kolczastym, do którego wstęp kosztuje 3 euro, bez względu na to czy chcesz się kąpac czy pospacerowac tylko. Możesz se normalnie zdjęcie przed wejsciem zrobic i znajomym gadac, że w Auschwitz byłes........tylko te niemieckie spasłe foki na plaży trochę kolidują.

I tak se chodziliśmy na około tego foczego obozu, co by jakąś dziure gdzies znaleźc, a gdzie tam...zapomnij. W końcu Daniel się wkurwił, i wskoczył do wody bezpośrednio koło ogrodzenia, celem go przepłynięcia ( jak nie lądem to morzem ), oczywiście emanował przy tym swoim wackiem, bo tam ludzie tak mają...jak chcą się przebrac, to tak bez ceregieli na widoku....

Ja jednak znalazłem drogę lądem i już z pięknej plaży wskoczyłem do wody. Temp. powietrza była 18 stopni, a wody 19, więc było spoko. A woda chujowa....słona.

Potem zakopałem jeszcze tego Hamburgera po szyje w piasku i było spoko. W drodze powrotnej stała koło nas smierdząca baba, a jakiś chuj z dziecmi nie pozwalał Nam okna otworzyc. Ja miałem lepiej, ale Hamburgera to na zielono na babka w dwie minuty zrobiła, mówił, że była przed nim taka ściana smrodu, że go odrzucało. Tak, tak....to nie tylko w Białymstoku takie rzeczy się dzieją.

W nastepnym odcinku;
ad.1 pożegnalna impreza GANGu ( przynajmniej jego częsci )
ad.2 pożegnan c.d.
ad.3 praktyka i koniec wakacji.

0 Comments:

Post a Comment

<< Home