Przygody diabliq'a, czyli ze szwabami potyczki

Blog bedzie brzydki, oblesny, wulgarny, generalnie mozna powiedziec niepoprawny politycznie - wiec jezeli jestes delikatna osoba - daruj sobie. Pomyslne wiatry po wielu perturbacjach przywialy mnie do Niemiec i zamierzam zakotwiczyc tu na jakis czas. Bede tu opisywal moje spostrzezenia na temat Szwablandii, ludzi, absurdow itd. Blog zawierac bedzie moje refleksje i przemyslenia ( nie zawsze trzezwe ) na temat pobytu w tym kraju.

Monday, February 05, 2007

Hej!

Zaczne od imprezy Polskiej. Impreza polegala na tym, ze sie diabliq najebal i nie pamieta konca. Ale osoby, ktore byly mowili, zy bylo bardzo fajnie. Tym razem byli prawie sami Niemcy ( taka dobra sobie reklamae zrobilismy ostatnim razem ). Zaczelo sie jak na nniemieckiej imprezie, tzn. Ludzie zamawiaja piwo, stoja i gadaja i sie strasznie wkurwialem, ze mialo byc ´´Polnish Party ‘ a bylo ‘ Deutsch Party ‘. Normalnie nie dalo sie ich ruszyc. Ja oczywiscie intensywnie poprawialem sobie humor i z czasem okazalo sie, ze naprawde przyszlo duzo ludzi, ze piwo juz prawie cale sprzedane ( zabraklo nam ) i sie szwaby zaczynaja bujac normalnie. Najpierw tak niby od nie chcenia, jakby nie umieli, jakby tak niechcacy. W sumie to nie pamietam co bylo dalej. Wiem, ze do konca zostalo te towarzystwo co zawsze: czyli ja, Monika i Nabil ( taki z Pakistanu kolo ). Podobno najebany Francuz biegal i krzyczal – ‘’ pierdolone niemieckie kobiety, ja chce sie pieprzyc, a one nie chca !!!!!!’’. Zadna szwabka nie zareagowala jednak na malo subtelna uwage owego Najlepszego Kasztana z Placu Pigall. Reszte to sobie generalnie ze zdjec przypominam.

Reasumujac ludziom sie podobalo, zarobilismy jeszcze do tego po 20 euro na lebka ( takze kurwa mozna na tym niezyl biznes krecic ) i w kwietniu bedzie Polnish Party vol. III. Wpadajcie !

W sobote bylem na Kohlfahrt. Jest to tyka tutejsza lokalnba tradycja. Polega to na tym, ze chodzi sie po miescie z wozkiem, w ktorym sa rozne butelki roznego alkoholu, piwa itp. Na kazdym skrzyzowaniu drog jakis, trzeba wypic cos. Wszyscy sa podzieleni na teamy i sa rozne konkurencje w miedzyczysie ( np turlanie kula po ulicy i ktory druzyna dalej ), nagrody i kary ( ciagniecie wozka )itp. Fajna sprawa, ja to nie odwyklem jeszecze od zakazu picia na ulicach w Polsce, wiec z przyzwyczajenia lukalem czy paly nie jada. A tutaj jest to dozwolone.

No i normalnie wybralismy jakas taka trase, ze duzo tych skrzyzowan bylo. Musialo to dziwnie wygladac. Banda podchmielonych ludzi, z drewnianym wozkiem, do tego kazdy ma kartke z imieniem i kielonka na sznurku zawieszonym na szyi. I tak se chodzlilismy. Niestety jedyne co mieli w tym wozeczku ( obadalem juz na poczatku ) to same perfumy i ludwiki byly. Wszystko ponizej 20%. Jedyne co atrakcyjnego znalazlem to Jegermaister. To mialao chyba nawet kolo 30%, wiec Niemcy strasznie sie krzywili, mowili, ze takie niedobre, mocne, ze wogole sie tego pic nie dalo. Jak ja juz sie do tego Jegera dobralem to..... im kurwa nie oddalem ! Troche sie chociaz nawalilem, zaczalem spiewac szlagiery pt. ‘ I feel good....tararara’ i nawet tanczyc sobie z Jan na ulicy.

Bylo naprawde fajnie, luzacka atmosfera, fajni ludzie. Jan miala przejebane, bo dzien wczesniej cos sie jej z karkiem stalo i nie mogla krecic szyja, ani w lewo, ani w prawo, ani do tylu odginac. A sprobujcie wypic kielonka bez odginania szyi do tylu J, jak chciala wypic to musiala calym cialem sie do tylu wyginac J.

Potem poszlismy do restauracji, gdzie serwowano wlasnie tradycyjnie przygotowywane na Kohlfahrt potrawy. Duzo kapusty bylo, ale poza tym dobre. Potem zespol zaczal grac. Zespol z Kategori : Kapela Staska Wielanka z Pierdziszewa Wielkiego. Wiec jakims folklorem zalatywalo. Ale fajnie wiedziec, ze w Niemczech tez maja cos takiego-kolejne doswiadczenie. Potanczylem sobie nawet do taktu tamburynu i kibordu.

Po godzinie poszlismy do miasta. Powiedzieli, ze chca na disko gdzies isc. No ja juz wypilem w tej restauracji trzy razy Siki Weroniki ( piwo jever – 5 % ), wiec tez jakos na machanie przeszczepami nabralem ochoty. I tu zonk ! Zapomnialem znowu, ze Niemcy maja dziwne okreslenie na Dyskoteki. Jest tu taki ( wg. Naszej Nomenklatury ) Pub. Tzn. Gra rock, siedzi sie, pije sie piwo i sie gada ( kurwa, ze tez oni zawsze maja o czyms do gadania ) i to jest wlasnie ich dykoteka, i jest podobno najlepsza dyskoteka w miescie. Ja wiedzialem, ze moi znajomi sa w dyskotece Civa, wiec pobladzilem troche po miescie i poszedlem do Civy.

A tam.....jak w Lesnej, tzn. dyskoteka ( przynajmniej wg mojego mniemania ), swiatla, muza nawala, laski tancza, sie stoi, sie tanczy ,sie pije , sie jara no i wogole normalna dyskoteka, co Wam tu bede pierdolil bez sensu.

No i Niemcy mi mowili wlasnie, zeby tam bron Boze nie isc bo jest beznadziejne. To ja juz kurwa nie kumam. Nastapnym razem pojde do tego Amadeusa i zobacze na co oni mowia : Disko. Pomachalem przeszczepami i wrocilem do akademca.

A w Niedziele byl mecz przeciez. Tutaj to Niemy pod siebie robili z wrazenia, byli pewni zwyciestwa i wogole wszedzie o tym bylo.

U Nas w akademcu bylo wspolne ogladanie- w piwnicy mamy rzutnik. Bylo stadko Niemcow, a honoru Polski bronilismy tylko my – tzn. Ja i Monia. Bylo fajnie, zadnych glupich odzawek czy cos. O czywiscie sie buczalo i wogole, sie wyzywalo zawodnikow przeciwnej druzyny, ale to przeciez normalne jak sie kibicuje swoim. Ja sie cieszylem glosno jak Nasi trafiali, a Oni jak Niemcy trafiali. Co prawdo ciezko sie bylo przebic przez ich glosy, ale bylismy slyszalni J.
Generalnie juz po poczatku jakos przestalem wierzyc w zwyciestwo, Niemcy patrzyli na Nas z politowaniem, nic dziwnego - nie gralismy za dobrze. Potem tak z 15 min. przed koncem, jak juz byl prawie remis to jakos tak pobladli, ale potem jedna seria w wykonaiu Niemcow i juz bylo po mistrzostwach.Wiecie jacy Niemcy sa wylewni, jak sie okazalo, ze wygrali to chyba.....az ze trzy razy w dlonie klasneli – tak sie ucieszyli. W Polsce to bys obsciskiwal stado najebanych,nieznanych Ci osob J. Jeden mi nawet powiedzial, ze Polska tez mogla wygrac, ale chyba przez grzecznosc. Generlanie to bylo milo z ich strony, ze nie cieszyli sie az tak ostentacyjnie, no ale oni chyba tak naturalnie maja J.

0 Comments:

Post a Comment

<< Home