Wczoraj poszedlem sobie z neta grzecznie do siedliska rozpusty i grzechu, popularnie zwanego moim akademikiem. Napisalem prace domowa z niemca, i gotow bylem pierdolnac sie w wyro i spac....ale nie bylo mi to dane.
Otrzymalem smsa, ze jest impreza w akademiku w okolicy. Poniewaz nie mam kasy wiec poszedlem pic ( ostatnio przyswieca mi taka durnowata logika ). Na miejscu jak zwykle Michal ( volkspole, jego starzy spieprzyli do RFN w 90 roku ) Pijak ( Bulgar, ktorego egzystencja zamyka sie w dwoch czynnosciach - picie i oddychanie ) Jane ( amerykanska zydowka, ale o dziwo nie je malych chrzescijanskich dzieci, nie jebie od niej czosnkiem, ani nie slucha muzyki klezmerskiej, nosi koszulke z jakims festiwalem pokoju w Moskwie - pewnie szpion ), do Tego Maciek ( Krakus, zajmuje sie badaniem pod mikroskopem jakichs gowiem czy innych glonow ). No i se wypiliosmy troche......tak kameralnie. Aha i Karolina byla jeszce ( spoko ziomalka, pije tyle co ja ).
Oczywiscie przepilem dzisiejszy obiad, wiec dzisiaj serwowalem sobie przepyszne kanapki ze sprochniala mielonka do tego pyszny najtanszy dmuchany chlebek wyrabiany dzieki najnowczym zdobyczom chemii.
No to tyle....

<< Home