W sobote bylem w Amsterdamie. Bylo zajebiscie.
Musze przyznac, ze to miasto rozni sie znacznie od innych miast europejskich. Nie jest takie zabytkowe. To jest wlasciwie port...i to slychac widac i czuc w kazdym miejscu. Nie ma tu jakis gignatycznych gmachow, bogato zdobionych palacow, rozleglych ulic. Sa za to kanaly, ktorymi sie plywa. ktore tna miasta na dziesiatki czesci, do tego setki mostow, mosteczkow i moscikow. Do tego domki, ktore wygladaja podobnie. Sa maksymalnie waskie, stloczone. Nie ma przerw miedzy nimi. Poprostu jeden stoi przy drugim. Takze robi to niesamowite wrazenie. Wydaja sie male, ale jak bylismy w jednam z nich, to skladaja sie one z wielu pomieszczen, klitek, schowkow, do tego krete, waskie schody, dlugie korytarze etc. Take czulem sie troche jak w domku dla lalek.
Poszlismy se do muzeum seksu. Bylo tam duzo zdjec, obrazow, figurek takze mozna se bylo chociaz poogladac :). Najfajnieszy byl pokoj "BIZARRE", gdzie mozna bylo poogladac sobie wszystki mozliwe perwersje swiata. Od analu. poprzez seks transwestytow, seks ze zwierzetami, sado-maso itd. Mnie najbardziej utkwila w pamieca niejaka Tina Extreme. Miala cycki az do kolan.
Bedac w Amsterdamie i nie byc w Coffeshopie to tak jak nie byc w Amsterdamie. W zwiazku z tym postanowilismy skipnac sobie muzeum Anny Frank i pozwiedzac Coffeshopü o nazwie BULLDOG. Wiec ujaralem sie jak swinia. Wlasciwie to zjaralismy jednego jointa na 5 osob, ale szybko, jaralismy tak jak sie fajki jara i poprostu po pierwszym dymie juz mialem lyzwe na gebie. Ceny sa stale placisz 12 euro lub 25euro i dostajesz za to rozne marysie lub hasz. Jezeli chodzi o wage to roznie. Naszego specyfiku dostalismy 3 gramy. Ale np. innego dostaniesz tylko 1,1 grama za cene 12 euro.
Takze usiedlismy sobie i taka Irina made in Ukraina zaczela sklejac nam tego jointa. To se pojaralismy...i normalnie po jednam mialem juz dosc. Wyszlismy. Irina made in Ukraina i Hassan zostali, i dalej sobie jarali. Ja potem z Jan ( tajka ) chodzilismy tylko za Kaska i Karolina bo sami nie kumalismy co sie dzieje. Ja dostalem ataku paranoi. Poprostu caly cas mi sie wydawalo, ze n ie ktos sledzie, ze mnie uderzyc chce, lub, ze idzie na mnie. Balem sie, ze sie zgubie. balem sie wejsc na ruchome schody bo myslalem, ze sie spierdole, balem sie zostawac sam. Jan dostala symptomu packmana ( atak glodu ). Wparowala do sklepu i zaczela zaiwaniac jak maly samochodzik. Gadala szybko. bez sensu i gestykulowala na prawo i lewo. Sklepowa nie mogla jej zrozumiec, ja jej nie moglem nawet zrozumiec. Zreszta w tym momencie to nie wiedzialem gdzie jestem. Nie wiedzialem jakiego jezyka mam uzywac. Wydawalo mi sie przez moment, ze jestem w Australii. Generalnie stalem i sie smialem, bo nic nie kumalem. Jak juz Jan zjadla to musiala dalej jesc. Wiec caly czas cos zarla i mnie rizsmieszala przy tym . W pewnym momencie zaczelismy sobie robic zdjecia na ulicy, zeby zobaczyc jak czlowiek na haju wyglada. U mnei nadal trwala psychoza strachu. Wydawalo mi sie, ze ktos mi w plecaku grzebie, a jak powiedzialem, ze portfel zgubilem , to normalnie szal udzielil sie wszystkim.
Ale najlepszy byla wizyta w dzeilnicy czerwonych latarn. To tez swiadczy o tym iz Amsterdam to port.Czlowiek w takim stanie jak my, odbiera wszystko inaczej, sluch i wzrok mu sie wyostrza i poprostu dzielnica zrobila na mnie piorunujace wrazenia. Kurwy w oknach sie mizdrza. Przy samochodach stoja kolesie i recytuja nazwy narkotakow jakie maja w asortymencie. Waskimi uliczkami ciagna pijani kolesie, w roznym wieku, o roznym statusie materialnym. Poprostu kosmos. Wszystkiemu towarzyszy blaska neonow, jazeniowek i latarni. To jest poprostu takie male panstwo w panstwie. Przejdziesz dwie przecznice dalej i masz juz calkiem innny, '' normalny swiat''. W dzielnicy czerwonych latarni sa rozne sektory, przecznice, ktore sa wyspecjalizowane. W glownej alei sa same normalne burdele. Laski stoja w oknach, alfonsi i bramkarze na zewnatrz. Kurwa tez sobie moze wyjsc na zewnatrz. A jak ja wkurwisz to moze w ciebie jajkiem rzucic, albo nawet wyjsci i Ci zajebac. Jest jakas przecznica dla pedalow w innnej mozna kupic prochy, jeszcze w innej usiasc i wypic piwo. Jak weszlismy w aleje gdzie sprzedawano prochy, to paranoja we mnie osiagnela apogeum. Wyobraz sobie, stado ciagnacych sie murzynow, ktorzy ciagle chodza wzdluz tej uliczki, dojda do konca i zawracaja. Wygladaja jak jakies zombie, postacie z gier komputerowych, ktore chodza automatycznie, bez zadnego myslenia i recytuja pod nosem nazwy prochow. Poprostu nie wiedzialem , w ktora strone spierdalac, kiedy zobaczylem wokol siebie tych zakapturzonych zombie. Szczegolnie, ze te wszystkie alejki sa bardzo waskie. Ta miala z 5-7m, takze trzeba bylo sie przeciskac.Do tego po obu stronach alei miescily sie najgorsze speluny jakie kiedykolwiek widzialem. Same menty tam siedzialy i kurwy po robocie. Normalnie odwracam glowe a tam gosc bez oka gada z gosciem bez palcow. I to wszystko w takich malenkich, waziutkich domkach.
No wiec, chce tam wrocic, bo bylo zajebiscie. Tak jak sie mowi to jest najbardziej liberalnie panstwoe swiata i dlatego pewnie najbardziej spokojne. Nikt Ci niczego nie zakazuje. Mozesz robic co chcesz dopoki nie szkodzisz innym. Obok pubu dla pedalow jest kawiarnia gdzie siedza sobie starsze babcie i popijaja kawke i nic nikomu nie przeszkadza. Zapach marychy to czuc od razu po wyjsciu z autokaru.
Poprostu kosoms.

0 Comments:
Post a Comment
<< Home