Ogłaszam wszem i wobec, ze wywalili mnie z roboty. W pierwszej chwili to sie ucieszylem, ale potem troche wkurwiłem, no bo jak oni mogli wzwalic takiego przodownika pracy jak diabliq. Powiedzieli mu cos długo i bez sensu i do tego po niemiecku, w kazdym razie, cos, ze jestem leniwa swinia i sie nie nadaje i beznadziejny jestem wogóle. Wlasciwie to jestem na wypowiedzeniu do sobot i teoretycznie powinienem dzisiajpracowac, ale mi sie nie chce i nie pojechalem. Poza tym wczoraj zachlalem morde......
A okazja nazywala sie Zimmersaufen. Polegalo to na tym, ze chodzilismy po kolei po pokojach uczestnikow i pilismy jakis alkohol przygotowany przez gospodarza. Tak z 10 osob nas bylo, wiec 10 pokoi. Tak do 6 jeszcze pamietam. U mnie bylo nawet spoko, postawilem jedna flaszke, muza byla, ludzie wchodzili sobie oknem i skakali z niego, tak dla przyjenosci, oprocz tego Sina i Nabil skakali mi po lozku, celem jego polamania, co im sie dosc szybko udalo. Ale jak juz u Siny w okoju pilismy tekile, to juz totalnie jak samolot bylem, bo mi Kinga swoje dzialki oddawala, a ja w tych kwestiach jestem malo asertywny. Wiec nastepnego pokoju u Nilsa to ju tak slabo pamietam, a pokoj moni to mi przypominaja ludzie powoli. Niby potem kuchnie zdemowolowali, na czynnosc ta skladalo sie m.in mazanie krwia po scianach i rzucanie jedzeniem. Ale mnie juz podobno nie bylo.
Co poza tym?
Mam fajne sasiadki - Amerykanki, i w koncu cos sie zaczelo dziac u mnie na pietrze, ajkies imprezki, picie, spotkania, bo amerykance sie u Nas w kuchni zaczely zbierac. Jak siedzimy to do rana, gadamy i wogole jest cool.
To nara
