Przygody diabliq'a, czyli ze szwabami potyczki

Blog bedzie brzydki, oblesny, wulgarny, generalnie mozna powiedziec niepoprawny politycznie - wiec jezeli jestes delikatna osoba - daruj sobie. Pomyslne wiatry po wielu perturbacjach przywialy mnie do Niemiec i zamierzam zakotwiczyc tu na jakis czas. Bede tu opisywal moje spostrzezenia na temat Szwablandii, ludzi, absurdow itd. Blog zawierac bedzie moje refleksje i przemyslenia ( nie zawsze trzezwe ) na temat pobytu w tym kraju.

Wednesday, February 28, 2007

Hej!

Znowu pisze z uczelni, bo nie mam innego wyjscia :(.

W sobote jezdzilismy sobie do Hamburga pozwiedzac. Akurat traf chcial, ze tym samy pociagiem jechali Niemcy na mecz. Chyba Nas sledzili, bo jak w Bremie mielismy przesiadke to sie przesiedli razem z Nami. Zajebali caly pociag oczywiscie, ze ledwo bylo gdzie dupe oprzec. A jak juz oparlem gdzies zad to zaraz trzeby bylo wstawac bo jakis Hans z innym Jorgiem chcieli sie dostac do skrzzynki browarow, ktora zostawili na poczatku wagonu. Stali, przeciskali sie,siedzieli, zlopali piwsko, grali w karty i spiewali, darli ryje. U Nas to juz pewnie dawno na taki pociag brygade antyterrorystyczna naslali, a ludzi spalowali, a tutaj wszystko ok. i cacy. Ludzie - nie kibice poprostu sie przygladali, usmiechali z zyczliwoscia i sympatia i nic nikomu nie przeszkadzalo.

Hamburg jest zajefajny, szczegolnie port zrobil na mnie duze wrazenie ( najwiekszy w Niemczech podobno ), od zajebania statkow, zaglowcow, roznej wielkosci i przydatnosci. A miasto to takie multi-kulti poprostu. Zajebisty Ratusz i siedziba Senatu, bo Hamburg ( tak jaki i Brema to Wolne Miasta ). Wrocilismy wieczorem i mielismy w Naszym akademcu ( czasami zwanym przeze mnie burdelem )dwie imprezy.

Jedna robil moj sasiad z pietra, bo wyjezdza do Meksyku na praktyki na pare misiscy. Generalnie to slabo Go znam ( tylko raz z nim pilem ), bo wprowadzil sie dopiero po swietach i wogole nie zwracalem na niego uwagi przez wiekszosc czasu, ale raz zobaczylem na miesiecznej rozpisce wynajec piwnicy na imprezy, ze niejaki Lars z parteru robi impreze pozegnalna. Postanowilem wiec poglebic znajomosc, i tak po paru tyg. zakusow, zaprosil Nas ( Polakow ) na swoja impreze. Generalnie rowny gosc z Niego, szkoda, ze sie wyprowadza, browce byly za darmo, ludzi od chuja...znaczy ludzi....Niemcow od chuja. Stalo toto i gadalo i pilo, ale zaraz poszlo do domow, wiec parkiet, browary i obrzydliwie wielkie zapasy tekili zostaly dla Nas. Generalnie nie nawalilem sie az tak jak zawsze, bo pamietam wszystko i grzecznie poszedlem do lozeczka.

Druga impreza w tym samym czasie to byla na 7 pietrze bo taka kolezanka-Niemka zaprosila Nas. Bylo fajnie, zarcie bylo, piwslo, faja wodna ( ale z tytoniem ), tort dobry, karaoke i jakies tam gry na powietrzu. Tutaj zyczenia zawsze sklada sie w dniu urodzin, wiec chociaz party bylo w sobote, to zyczenia Zeenie skladalismy dopiero po polnocy, bo wtedy miala urodziny. Zeena jest fajna, pije, umie imprezowac i wogole taka dziewczyna do tanca i do rozanca. Taka jakie lubie :).

Wiec kurwsowealem caly wieczor i calo noc z piwnicy na 7 i odwrotnie, tam sse tanczylem, a tam jadlem, a pilem to wszedzie.

W poniedzialek, moja kolezanka, praktykantaka z @ z Tajlandii robila impreze pozegnalna, i szkoda mi sie troche zrobilo, bo fajna byla i duzo czasu spedzalismy jakos ze soboa, bo jestesmy jedynynmi ludzmi z zagranicy w tutajeszym komitecie. Takze szkoda.....na koniec kurtuazyjnie powiedzialem, zeby do Polski wpadala, ona to odrazu na serio wziela i sie jej oczy az zaswiecily, znajac jej uzaleznienie od podrozowania ( juz chyba wszedzie byla ) to mnie pewnie nawiedzi -szczegolnei , ze jej facet jest w Szwecji.

A dzisiaj jezdzilem w sprawie pracy, i we wtorek mam pierwszy dzien :). Sa to magazyny EDEKA, jezdzi sie wozkiem i przewozi towary. Nie napisze jeszcze, pomnym bedac ostatniego doswiadczenia z praca ( jebany CARL'S ) ze mam ta robote, ale powiem tylko, ze kupie se odtwarzacz mp3 :)

Gromo kupil litr spirolu i dziaisiaj rozrabiamy....i jak ja mam sie tu czuc jak zagranica....

Poza tym, sami widzicie, ze tu nie ma warunkow do nauki, brak czasu przede wszystkim

Friday, February 23, 2007

Problem, jest taki, ze mam juz neta, ale za Chiny Ludowe z Korea, nie moge otworzyc bloggera :(. Nie wiem czemu sie tak dzieje? Moze poprostu to za HI-TECH dla mojego zloma.

co u mnie?

Jakos leci. Wkurzam sie bo mam po dwie imprezy jednego dnia...a przeciez sie nie rozdwoje. A kazdej szkoda, bo na niemieckiej imprezie, sie nazresz, nachlasz i to za friko.

Mialem egzam ustny z....nie pamietam jakiego przedmiotu, ale zaliczylem. Wogole sie zdziwilem, bo w Polsce to Cie pytaja o definicje i regulki, a tu bardziej byla rozmowa, dyskusja, co myslimy, co sadzimy, co bysmy zrobili w takim a takim wypadku. Generalnie chodzi, ze wykorzystujesz te regulki w praktyce, a nie wykujesz je na pamiec i zapominasz po paru dniach.

Oprocz tego w sobote byla Chinska impreza, bo kitajce witali Nowy Rok. Najpierw, byly sasiada urodziny ( Sebastian-Szwab,ale o nim to potem ), wiec sie z Polakami nawalilem i potem poszlismy na tamte party. Na poczatek...szok, browar za darmo, wiec juz sie totalnie dowalilem. Chodzilem to jak taran, ludzie mi z drogi schodzili, az w koncu nie dalem rady chodzic to siedzialem i gapilem sie w sklepienie ''Pinte''. Jak przystalo na kameralna impreze, bylo 100 ludzi z zagranicy, i ok. 25 milonow kitajcow. Zarcie mi nie smakowalo. Jak jadlem mieso ( nie oddzielaja jego od kosci ) to sie zastanawialem, co to za padlo? Ryz jak ryz, makaron jak makaron. Ale naprawde...tym miesem to myslalem, ze chafta puszcze......a moze to po wodce...nie wiem? Najpierw kitajce robili jakies swoje gry i zabawy i niby bylo smiesznie. a potem bylo normalnie zajebiste disko, pamietam , ze se tanczylem nawet i wogole duzo ludzi sie bawilo i muza byla spoko, wkolo same Desing Kliny i Dzony Trawolty. Oczywiscie nie pamietalem jak wrocilem do domu...ale zyczliwi ludzie mi przypomnieli, ze bylo ok. i nie narobilem zadnej chaly.


dzien potem zjadlem kebaba, byl niedobry.

Potem sie pisalo prace troche, szukalo sie pracy i taki opierdol generalnie

Opisze nastepnam razem moje barwne skrzydlo w akademcu w skladzie :
a) Sebastian ( Andersen )- Szwab
b)Katerina, Agata,a ta trzecia to nawet nie wiem jak sie nazywa ( policjantki z majami )- 2,5 Szwabki, 0,5 Polki
c) Udo ( Noga ) - Szwab
d) Yuriko ( Gejsza ) - Kawasaki

pozdro

Tuesday, February 06, 2007

Wczoraj bylem na Japanish Party.

Generalnie to wiekszosc kawasaki siedzialo u mnie juz od soboty w kuchni i robilo te swoje sushi, oraz ryz z ryzem zapiekanym w ryzu. Potrawy te byly im potrzebne na poniedzialek wlasnie. Wiec przez caly weekend jebalo z kuchni, badz niesamowicie pachnialo. Czasami to seryjnie myslalem ze cos im zdechlo w tej kuchni i sie teraz intensywnie rozklada. Do tego zasrane byly wszystkie garnki, taleze, sztucce. Nie bylo jak nawet sobie kanapki trobic, bo nie bylo gdzie sie rozlozyc. Jak kawasaki gotuja, gowno gotuja tam......nawet jak ogorka chca sobie pokroic to potrzebuja do tego 16 nozy , 1000 talezy, 567 garnkow, 16 misek, 365 patelni i jeszcze od chuja patelni i lyzek, do tego z hektar pola ryzowego, i z pol hektara lasu na paleczki. Poprostu na jednym talezu kroja te ogorki, na drugim trzymaja obierki, na trzeci przezucaja pokrojone ogorki, a na czwartym je ukladaja. Nie daj Borze jak sie zbiora w wiekszym gronie i robia kolacje dla 4 osob....to jest juz masakra. Kuchnia, wyglada jak Hiroszima w Dzien Sloneczny 9 sierpnia 1945.

I do poniedzalku to trwalo. Wiec w poniedzaielk mysle se, ze skoro cierpialem przez caly weekend to se pojde chociaz pojem na ten ich hepening. Zachodze, a tam od razu zaatakowaly mnie jakies widma w kimonach, wcisnely mi ulotke, dali kartke papieru i kazali origami se zobic. Wiec razem z przesliczna instruktorka zrobilem sobie puzderko. Mowila mi, ze z tej kartki papieru dzieki cudownej japonskiej sztuce origami to mozna wszystko zrobic. Kurwa, musze ja dorwac, zeby sie zapytac jak se zrobic telewizor i kabel od neta, bo sa mi strasznie potrzebne.

Potem jadlem se sushi, i taki ryz z jakimis warzywami jakich wczesniej na oczy nie widzialem. Musze powiedziec, ze naprawde mi posmakowalo. Pilem japonska herbate i oczywiscie niemieckie browce ( bo za darmo tez dawali ). Potem byl filmik o zyciu studentow Japonii. Generalnie studenci w Japonii, chodza na zakupy ( na ciuchy wydaja okolo 150 euro miesiecznie ), robia se zdjecia caly czas, spiewaja karaoke i bawia sie kamerami cyfrowymi. Takie to maja klawe zycie.

Potem mogly mi napisac moje imie po Japonsku, ale chyba sie nie dogadalismy. Ona mnie sie pyta:
Kawasaki: Wie heisst du?
Diabliq: Czarek
K: Tarek?
D: Nein, Cza...rek!!
K: Ta....rek!!
Wiec nie wiem co mi w koncu kurwa napisala na tej karteczce.

Potem byly jeszcze jedna prezentacja, potem spiewali Nam piosenki. I bylo seryjnie bardzo fajnie. Super sie przygotowali musze powiedziec. I wogole takie sympatyczne te kawasaki sa. Tylko posrane z deczka. Poprostu kosmos czasami, co one tam wyprawiaja. A myslalem, ze to ja jestem momentami popierdolony. Musze tez powiedziec ze zajefajne z nich laski. Odpierdolone wszystkie, zgrabne i kraza legendy......ze baaaaaardzo otwarte.

Ale to nie byl koniec wieczoru. Pierdolnelem sie juz w bety w akademcu. Nagle po korytarzu, uslyszalem chodzacy jezyk japonski. Do mojej sasiadki kawasaki przyszla reszta kawasaki, i sie kurwa strasznie staraly, zeby chociaz caly akademik to uslyszal. Zaszly do pokoju. Nie wiem ile ich tam bylo. One zawsze potrafia sie wszedzie zmiescic w kazdej ilosci. I chyba ostro imprezowaly, cala noc darly ryja.....wogole nie spalem prawie. Jak sie ocknelem o 7.00, poczulem blogo cisze, az tu nagle pisk...i znowu jakies: '' Aja...majasogu....kicikewa....!!!!!''. Koszmar.! W sumei to teraz zaluje, ze sie nie wkrecilem na ta impreze, bo przeciez sa baaaardzo otwarte.

A dzisiaj w polowie wykladu, przypomnialem sobie, ze chyba zelazka nie wylaczylem......pobieglem zaraz do domu i zobaczylem, ze jednak nie jestem az tak jebniety i wylaczylem te zelazko.

Monday, February 05, 2007

Hej!

Zaczne od imprezy Polskiej. Impreza polegala na tym, ze sie diabliq najebal i nie pamieta konca. Ale osoby, ktore byly mowili, zy bylo bardzo fajnie. Tym razem byli prawie sami Niemcy ( taka dobra sobie reklamae zrobilismy ostatnim razem ). Zaczelo sie jak na nniemieckiej imprezie, tzn. Ludzie zamawiaja piwo, stoja i gadaja i sie strasznie wkurwialem, ze mialo byc ´´Polnish Party ‘ a bylo ‘ Deutsch Party ‘. Normalnie nie dalo sie ich ruszyc. Ja oczywiscie intensywnie poprawialem sobie humor i z czasem okazalo sie, ze naprawde przyszlo duzo ludzi, ze piwo juz prawie cale sprzedane ( zabraklo nam ) i sie szwaby zaczynaja bujac normalnie. Najpierw tak niby od nie chcenia, jakby nie umieli, jakby tak niechcacy. W sumie to nie pamietam co bylo dalej. Wiem, ze do konca zostalo te towarzystwo co zawsze: czyli ja, Monika i Nabil ( taki z Pakistanu kolo ). Podobno najebany Francuz biegal i krzyczal – ‘’ pierdolone niemieckie kobiety, ja chce sie pieprzyc, a one nie chca !!!!!!’’. Zadna szwabka nie zareagowala jednak na malo subtelna uwage owego Najlepszego Kasztana z Placu Pigall. Reszte to sobie generalnie ze zdjec przypominam.

Reasumujac ludziom sie podobalo, zarobilismy jeszcze do tego po 20 euro na lebka ( takze kurwa mozna na tym niezyl biznes krecic ) i w kwietniu bedzie Polnish Party vol. III. Wpadajcie !

W sobote bylem na Kohlfahrt. Jest to tyka tutejsza lokalnba tradycja. Polega to na tym, ze chodzi sie po miescie z wozkiem, w ktorym sa rozne butelki roznego alkoholu, piwa itp. Na kazdym skrzyzowaniu drog jakis, trzeba wypic cos. Wszyscy sa podzieleni na teamy i sa rozne konkurencje w miedzyczysie ( np turlanie kula po ulicy i ktory druzyna dalej ), nagrody i kary ( ciagniecie wozka )itp. Fajna sprawa, ja to nie odwyklem jeszecze od zakazu picia na ulicach w Polsce, wiec z przyzwyczajenia lukalem czy paly nie jada. A tutaj jest to dozwolone.

No i normalnie wybralismy jakas taka trase, ze duzo tych skrzyzowan bylo. Musialo to dziwnie wygladac. Banda podchmielonych ludzi, z drewnianym wozkiem, do tego kazdy ma kartke z imieniem i kielonka na sznurku zawieszonym na szyi. I tak se chodzlilismy. Niestety jedyne co mieli w tym wozeczku ( obadalem juz na poczatku ) to same perfumy i ludwiki byly. Wszystko ponizej 20%. Jedyne co atrakcyjnego znalazlem to Jegermaister. To mialao chyba nawet kolo 30%, wiec Niemcy strasznie sie krzywili, mowili, ze takie niedobre, mocne, ze wogole sie tego pic nie dalo. Jak ja juz sie do tego Jegera dobralem to..... im kurwa nie oddalem ! Troche sie chociaz nawalilem, zaczalem spiewac szlagiery pt. ‘ I feel good....tararara’ i nawet tanczyc sobie z Jan na ulicy.

Bylo naprawde fajnie, luzacka atmosfera, fajni ludzie. Jan miala przejebane, bo dzien wczesniej cos sie jej z karkiem stalo i nie mogla krecic szyja, ani w lewo, ani w prawo, ani do tylu odginac. A sprobujcie wypic kielonka bez odginania szyi do tylu J, jak chciala wypic to musiala calym cialem sie do tylu wyginac J.

Potem poszlismy do restauracji, gdzie serwowano wlasnie tradycyjnie przygotowywane na Kohlfahrt potrawy. Duzo kapusty bylo, ale poza tym dobre. Potem zespol zaczal grac. Zespol z Kategori : Kapela Staska Wielanka z Pierdziszewa Wielkiego. Wiec jakims folklorem zalatywalo. Ale fajnie wiedziec, ze w Niemczech tez maja cos takiego-kolejne doswiadczenie. Potanczylem sobie nawet do taktu tamburynu i kibordu.

Po godzinie poszlismy do miasta. Powiedzieli, ze chca na disko gdzies isc. No ja juz wypilem w tej restauracji trzy razy Siki Weroniki ( piwo jever – 5 % ), wiec tez jakos na machanie przeszczepami nabralem ochoty. I tu zonk ! Zapomnialem znowu, ze Niemcy maja dziwne okreslenie na Dyskoteki. Jest tu taki ( wg. Naszej Nomenklatury ) Pub. Tzn. Gra rock, siedzi sie, pije sie piwo i sie gada ( kurwa, ze tez oni zawsze maja o czyms do gadania ) i to jest wlasnie ich dykoteka, i jest podobno najlepsza dyskoteka w miescie. Ja wiedzialem, ze moi znajomi sa w dyskotece Civa, wiec pobladzilem troche po miescie i poszedlem do Civy.

A tam.....jak w Lesnej, tzn. dyskoteka ( przynajmniej wg mojego mniemania ), swiatla, muza nawala, laski tancza, sie stoi, sie tanczy ,sie pije , sie jara no i wogole normalna dyskoteka, co Wam tu bede pierdolil bez sensu.

No i Niemcy mi mowili wlasnie, zeby tam bron Boze nie isc bo jest beznadziejne. To ja juz kurwa nie kumam. Nastapnym razem pojde do tego Amadeusa i zobacze na co oni mowia : Disko. Pomachalem przeszczepami i wrocilem do akademca.

A w Niedziele byl mecz przeciez. Tutaj to Niemy pod siebie robili z wrazenia, byli pewni zwyciestwa i wogole wszedzie o tym bylo.

U Nas w akademcu bylo wspolne ogladanie- w piwnicy mamy rzutnik. Bylo stadko Niemcow, a honoru Polski bronilismy tylko my – tzn. Ja i Monia. Bylo fajnie, zadnych glupich odzawek czy cos. O czywiscie sie buczalo i wogole, sie wyzywalo zawodnikow przeciwnej druzyny, ale to przeciez normalne jak sie kibicuje swoim. Ja sie cieszylem glosno jak Nasi trafiali, a Oni jak Niemcy trafiali. Co prawdo ciezko sie bylo przebic przez ich glosy, ale bylismy slyszalni J.
Generalnie juz po poczatku jakos przestalem wierzyc w zwyciestwo, Niemcy patrzyli na Nas z politowaniem, nic dziwnego - nie gralismy za dobrze. Potem tak z 15 min. przed koncem, jak juz byl prawie remis to jakos tak pobladli, ale potem jedna seria w wykonaiu Niemcow i juz bylo po mistrzostwach.Wiecie jacy Niemcy sa wylewni, jak sie okazalo, ze wygrali to chyba.....az ze trzy razy w dlonie klasneli – tak sie ucieszyli. W Polsce to bys obsciskiwal stado najebanych,nieznanych Ci osob J. Jeden mi nawet powiedzial, ze Polska tez mogla wygrac, ale chyba przez grzecznosc. Generlanie to bylo milo z ich strony, ze nie cieszyli sie az tak ostentacyjnie, no ale oni chyba tak naturalnie maja J.