Przygody diabliq'a, czyli ze szwabami potyczki

Blog bedzie brzydki, oblesny, wulgarny, generalnie mozna powiedziec niepoprawny politycznie - wiec jezeli jestes delikatna osoba - daruj sobie. Pomyslne wiatry po wielu perturbacjach przywialy mnie do Niemiec i zamierzam zakotwiczyc tu na jakis czas. Bede tu opisywal moje spostrzezenia na temat Szwablandii, ludzi, absurdow itd. Blog zawierac bedzie moje refleksje i przemyslenia ( nie zawsze trzezwe ) na temat pobytu w tym kraju.

Thursday, November 30, 2006

KURWA!!!! Napisalem zajebistego posta i mi komp wysiadl i nie wyslalem.

Pisalem Wam o tym, ze wlasciwie tutaj cos sie zaczyna rozkrecac wlasnie, coraz wiecej imprezek i wogole.

We czwartek nawalilem sie na Naszej imprezie akademikowej. Zaczalem spiewac nawet nazistowski hymn narodowy wsrod Niemcow.

W piatek sie nawalilem i zasnalem w fotelu.

W sobote sie kacowalem, a laski pojechaly do Hannnoveru.

W niedziele Hamburgery robily thanksgivin' party. Ja myslalem, ze po kolacji bedzie impreza, a tu kicha.....Nie no nie powiem, nawpierdalalem sie tym indykiem, ale jakie bylo moje zdziwienie, kiedy zauwazylem, ze po kolacji wszyscy zaczeli sie zmywac....Ale nic to! Weszly polskie posiliki w postaci rodakow mieszkajacach w tamtym akademiku no i troszke sie rozkrecilo. Wogole Polacy to jedyna narodowosc, ktora potrafi sie bawic.

W poniedzialek chyba nie pilem.

We wtorek bylem na imprezie AIESEC. Bylo fajnie, alkohol za free. Ale niestety dawali tylko niemieckie piwo ( czyt. siki weroniki ), takze na koniec wyladowalem z butelka OUZO czy tam jakiegos innego chujstwa i sie doprawilem.

We srode poszedlem grac w pokera. Na kase. Przejebalem 2 euro. Ale bylem blisko zgarniecia calej puli. Gralem ja, jeden Szwedes i dwa hamburgery. Ostatecznie zostalem w rozgrywce ja i Daniel ( zajebisty hamburger nota bene ), postawilem wszystko na jedna karte. Okazalo sie, ze oboje mamy pary kroli, z tym ze jego kolejna karta to byla 9, a moja 6, wiec przegralem.
Potem poszedlem do burdelu ( czyt. akademika) na trzecie pietro, bo Maciek zrobil zajebiste spaghetti. Wiec se pojedlismy i sie nawalilismy wszystkim co nam w lodowce w reke wpadlo.

Dzisiaj Turbany robia prezentacje o swoim kraju, wiec idziema sie dowiedziec czegos o tej Turcji.

Tak mieszkajac tutaj, wcale nie czuje zebym zyl w jakims lepszym swiecie. Powiedzialbym, ze przezywam szok, ze wszystko jest mniej wiecej podobnie jak w Polsce. No niby ludzie bogatsi, domki ladniejsze, bardziej zadbane, kobiety bardziej sraczate, niby mniej sie bawia i pija, ale generalnie wogole nie czuje, ze jestem za granica.

Friday, November 24, 2006

Kazimierz Obiecankiewicz vs Hanna Gronkiewicz-Falsz.......kto wygra?

Wednesday, November 22, 2006

Wczoraj poszedlem sobie z neta grzecznie do siedliska rozpusty i grzechu, popularnie zwanego moim akademikiem. Napisalem prace domowa z niemca, i gotow bylem pierdolnac sie w wyro i spac....ale nie bylo mi to dane.
Otrzymalem smsa, ze jest impreza w akademiku w okolicy. Poniewaz nie mam kasy wiec poszedlem pic ( ostatnio przyswieca mi taka durnowata logika ). Na miejscu jak zwykle Michal ( volkspole, jego starzy spieprzyli do RFN w 90 roku ) Pijak ( Bulgar, ktorego egzystencja zamyka sie w dwoch czynnosciach - picie i oddychanie ) Jane ( amerykanska zydowka, ale o dziwo nie je malych chrzescijanskich dzieci, nie jebie od niej czosnkiem, ani nie slucha muzyki klezmerskiej, nosi koszulke z jakims festiwalem pokoju w Moskwie - pewnie szpion ), do Tego Maciek ( Krakus, zajmuje sie badaniem pod mikroskopem jakichs gowiem czy innych glonow ). No i se wypiliosmy troche......tak kameralnie. Aha i Karolina byla jeszce ( spoko ziomalka, pije tyle co ja ).
Oczywiscie przepilem dzisiejszy obiad, wiec dzisiaj serwowalem sobie przepyszne kanapki ze sprochniala mielonka do tego pyszny najtanszy dmuchany chlebek wyrabiany dzieki najnowczym zdobyczom chemii.
No to tyle....

Tuesday, November 21, 2006

I znowu jestem chory :/....ilez kurwa mozna....W niedziele w nocy bylo zimno a ja biegalem do pobliskiej stacji benzynowej po wodke i kurna tak mi sie pic chcialo, ze sie nawet nie za bardzo ubieralem...i teram mam za swoje.

A co poza tym. Nie mam pieniedzy i za leniwy jestem zeby sobie robote zaczac szukac. Z tamta mnie wychujali.

W czwartek ma byc u nas impreza w akedemiku, wiec trzeba bedzie cos wypic przed, bo na miejscu browary beda po 1 euro. Fajne jest to, ze w niemieckich akademikach zawsze jest cos takiego jak pub, bar. W Naszym akademiku zawsze mozna wynajac te pomieszeczenie i zrobic impreze, a w sasiednim akademiku to wogole te PINTO jest caly czas otwarte i mozna se browarka trzasnac za 0,60 centow ( co jest najnizsza cena w Oldenburskich Akademikach ) .Ostatnio siedzialem tam w nocy z czwartku na sobote.

Wczale nie czuje zeby moj niemiecki robil sie jakis zajebisty. Ostatnio spostrzeglismy, ze gadamy po polsku caly czas, a ja to po angielsku, bo z Niemcami to sie za bardzo nie skumasz ( sa za bardzo zamknieci ) a reszta ludzi zagramanicznych ktorych poznalem, to po angielsku tylko gada.

Ostatnio robilismy Niemcom prezentacje o Polsce. Padaly pytania w stylu : '' To gdzie wlasciwie lezy ta Polska'', albo....''.....o!! to jest az taka duza?''. Nie czaili kto to jest Nikolaus Copernicus ( wiedzieli, ze jest to slynny Niemiec, ale dlaczego slynny to juz nie wiedzieli ), slyszeli tez o slynnej francuzce Marie Curie.

W sobote bylismy w Bremie. Brema jest fajna.

Friday, November 17, 2006

Ni chuja......nie mam.

Thursday, November 16, 2006

MAM TE ROBOTE!!!!!!!!!!!!!!

Tuesday, November 14, 2006

Marzena mi napisala, ze sie nie odzywa......otoz odzywam sie ale tutaj :). dodajcie sobie ta stronke do ulubionych i bedziecie mogli na bierzaca sledzic to co sie ze mna dzieje.

Co u mnie? Ostatecznie zapisalismy sie na ruski, bo jest dla nas najlatwiejszy. Normalnie jest taka polewka kiedy sie obserwuje Niemcow probujacych powiedziec cos w mowie slowianskiej. Normalnie siedzimy tam i gnijemy razem z nauczycielka. Najlepszy jest gosc, ktory za Chiny Ludowe z Korea nie potrafi powiedziec : JA LJUBLIU. W jego wykonaniu to brzmi zawsze jakos tak BLA BLUBLIU, albo GLA GLUGLU...normlanie polewka, az baba zwatpila i go juz nie pyta.

Ale wiadomosc tygodnia jest inna: we srode ide na probe do pracy do takiej knajpki. Wczoraj bylismy na piwku z AIESEC i zauwazylem, ze kelnerka mowi po polski, wiec przy placeniu rachunku zapytalem, sie czy nie szukaja kogos do pracy. Na poczatku powiedziala, ze nie, ale potem podeszla do mnie i powiedziala, ze pogadala z mezem i zebym przyszedl we srode na probe. Takze trzymajcie kciuki!

Jutro mamy mamy prezentacje o Polsce na zajeciach odwalic. Siedzielismy nad nia caly weekend i jest wypasiona na 90 slajdow, talko wez kurwa ja przeprowadz .....po niemiecku.

Friday, November 10, 2006

Dzisiaj na niemieckim poszlismy na targi ksiazek dla dzieci. Naszym zadaniem bylo wybranie jakiejs ksiazeczki, zrobienie jej krotkiego opisu, oraz umotywowanie naszego wyboru. Przy tej okazji przypomnialo mi sie jak kiedys rodzice sprezenowali mi ksiazke pt. : STRASZNE BASNIE BRACI GRIMM. Sprzedawczyni zapewniala ich, ze wcale nie sa straszne i w sam raz dla 5-letniego dziecka. A poniewaz umialem juz wtedy czytac to sam sie zabralem za lekture. A wiec pierwsza basn byla o dwoch siostrach, ktore byly gonione przez ciemny las przez bande zbirow. Siostry musialy sie rozdzielic. Jedna z nich dobiegla do domku w ktorym postanowila sie skryc. Niedlugo po tym jak weszla do owego domku uslyszala odglosy zblizajacych sie zbirow, wiec postanowila sie schowac w kuchni pod stolem. Po chwili zobaczyla spod stolu jak do kuchni wchodza zboje i niosa jej siostre, obdarta i posiniaczana ( przypominam, ze byla to ksiazka dla 5-letniego dziecka ). W koncu ja udusili, a nastepnie zaczeli rabac jej cialo ( przypominam - 5 lat ). Pamietam, ze w tym momencie sie juz bac zaczalem......opisy rabania ciala dzialaly jakos na wyobraznie 5-latka. Wracajac do historii siostra siedziala pod stolem niema, bo nie mogla sie odezwac i wszystko widziala. W pewnym momencie miedzy jej ugiete nogi wpadl odrabany palec jej siostry z zajebistym pierscieniem. Jedem ze zbojow powiedzial, ze mu chyba pierscien z palcem upadl pod stol i........reszte sie domyslcie. w kazdym razie bylem zszokowany i nie chcialem juz niemickich ksiazek dla dzieci czytac. Dzisiaj na targach wybralem sobie ksiazke dla 6-latkow DER GNOM. O potworze, ktory grasowal w 14-wiecznej Pradze i zjadal ludzi. Oczywiscie nie omieszkal zostawiac po sobie mase krwi. Jutro bede musial zreferowac ta ksiazke. Co poza tym? Czy to normalne, zeby przez dwa tygodnie miec katar? Wczoraj bylismy na sporcie ( bieganie w ratm muzyki dookola sali ). Dzisiaj pojdziemy na HIP-HOP :) i zobaczycie jak bede breakowal :). Generalnei tu wieczorami jest sportow a sportow, do wyboru do koloru. Czesc jest platne, a czesc jest bezplatne. I Ci Niemcy tak wszyscy chetnie chodza na te sporty ( wczoraj to nawet jakis staruszek z nami biegal ) a Niemki jak mialy sraczate dupy tak i maja nadal sraczate. W weekend pojedziemy se moze do Hannoveru.

Kurwa piatek i znowu nie wiem co mam robic...z kim pic....gdzie. Trzeba jeszcze prezentacje na srode trobic...kicha normalnie. Ale przynajmniej dobry byl obiad dzisiaj......dali ZIEMNIAKI!!!!!!! Nie jakis ryz makaron czy inne chujstwo.....poprostu ZIEMNIAKI......byly cool.

Nie wiem juz czy pisalem, ale Niemcy wcale nie sa tacy pracowici. Sprobuj cos zalatwic na uniwerku to dowiesz sie, ze w pokoju ktorego szukasz petenci przyjmowani sa tylko np. we wtorki od 8.00 do 12.00 i np we czwartki od 11.00 do 14.00. Normalnie nie przepracowywuja sie te biurwy wszystkie. W bankach to tez wszyscy-pracownicy miesiaca, bo raz w miesiacu chyba pracuja. Wkurwia mnie to, ze w bankach zalatwic mozna cos tylko rano, bo potem to juz zamykaja, a rano wypadaloby na zajecia chodzic. Chyba tylko w Czwartek jest moj bank czynny do 16.00, w inne dni jest on zamykany wczesniej.
Nie ma to jednak jak sekretarka naszego akademika- Frau Ingrid Pabst ( dostala ksywe Pabstowa )...ta to juz wogole przodownica pracy, kiedy do niej nie zajdziesz to u niej URLAB i URLAUB. Powiedzalbym nawet, ze z zawodu jest urlopowiczem.

Friday, November 03, 2006

jestem chory, nie mam kasy, i jest beznadziejnie.

Wednesday, November 01, 2006

Ostatnio nie pisalem, bo nie mialem czasu. Postaram sie krotko opisac co sie dzialo:
1. Berlin
2. Plan zajec
3. Storming
4. AIESEC
5. Kasa

ad.1
Weekend spedzilem w Berlinie. Berlin jest ok.

Widzialem Reichstag ( olbrzymi, mozna tylko sobie wyobrazic jak monumentalnie to wygladalo wewnatrz w oryginale, bowiem durni Niemcy w latach 60 wzieli i zniszczyli cale bogato zdobione wnetrze i zrobili cos w stylu art noveau - czyli powyburzali wszelkie scienne plaskorzezby, zdobienia, poniszczyli zwienczenia sklepien, zamurowali kolumny i w zamian wszysko otynkowali, pomalowali, dodali troche plastiku i zelaza...i ot kurwa...zajebista przychodnia ).

Bylem w muzeum muru berlinskiego ( tak naprawde byl to nie jeden mur, ale caly system roznego rodzaju zapor, jak doszlo do przemian to dzikie tlumy niemcow rozpierdolily prawie caly mur, takze to cud iz chociaz taki kawalek sie ostal )

Potem byla impreza, pilem z Turkami...sa spoko, bo probuja dotrzymac mi tempa......przynajmniej sie staraja.

W sobote bylismy w muzeum Historii Berlina. Zajefajna wystawa....Szlo sie korytarzami roznymi i tunelami i po kolei ogladalo sie rozne pamiatki, zdjecia itp. obrazujace poszczegolne fazy rozwoju Berlina.

Potem bylismy w akwarium, Zahaczylismy o Kaiser Wilhelm Gedachtsnichts Kirche ( z zewnatrz ruina w srodku zajebisty). Niemcy po wojnie go nie odbudowali, gdyz te ruiny maja im i calemu swiatu o wojnie przypominac.

Potem laski poszly do KADEWE ( najwieksze w europie centrum handlowe ), ja z Alim ( Turek ) dzielnie im towarzyszylismy, ale po 20 minutach poszlismy se na kebaba. W tym KADEWE poprostu oczy bolaly od patrzenia na ceny i nazwy marek, do tego nie dalo sie oddychac bo perfumerie to na kilometr bylo czuc. Takze po wyjsciu pachnialem Hugo Bossem, Dior'em i chuj wie czym zmieszanym z zapachem nowych ubran i banknotow 500 euro- ktore pewnie wszyscy
tam namietnie wydaja.

Zjadlem se kebaba ( okazalo sie, ze to co w Polsce gawiedz zowie kebabami to tak naprawde jest doner, bo kebab to poprrostu taki kawal miesa odpowiednio doprawiony - Ali mi powiedzial )

Pojechalismy do hotelu pic wodke, tym razem sie nawet troche nawalilem ( co przy niemieckiej wodce jest nie lada wyczynem )

W niedziele suchoty, a poza tym Pocztdam zwiedzilismy. Zajebiscie duzy park....zgubic sie mozna, co tez gtrupa Turkow nie omieszkala zrobic. Zajebisty palac...chyba ze 3 palace. Generalnie komunisci zniszczyli to miasto. Bo wyobrazcie sobie...piekny barokowy palac, ogromny, bogato zdobiony, a obok blok z wielkiej plyty, badz jakis toporny magistrat rodem z NRD. Wyglada to komicznie.

Potem se wrocilismy do Oldenburga.

ad.2
Juz jestesmy przy koncu ukladania naszego planu sobie.....mamy po 1-2 zajecia dziennie, wiec duzo zwazywszy , ze wogole nie wiem o czym sa te wyklady. Ostatni wzielem se Ogniem i Mieczem i przez 1,5 h czytalem, a wyklad byl.......cos o ekonomii......Generalnie bedziemy mieli duzo pracy jezeli chodzi o zaliczenia. Mamy 3 prace napisac plus jeden egzam ustny......wiec kicha i moje marzenia o wakacjach w Oldenburgu prysly.

ad.3
Generalnei Nasz team przezywa kolejna faze-storming. Jest to faza, w ktorej wszyscy juz na siebie patrzec nie moga, dra ryje na siebie i denerwuja sie nawzajem swoja obecnoscia. Mozna to zaobserwowac na Naszym przykladzie. ale jest spoko...pokrzyczymy, pokrzyczymy, i potem jak juz emocje opadna to jest znowu git....do nastepnej klotni. Czekam na kolejna faze zycia teamu - norming.

ad.4
Oczywiscie nie moge zyc bez AIESEC. Wiec od poczatku sie z nimi spotykam. Naprawde fajni ludzie. Bylem wczoraj na spotkaniu orientacyjnym, ktore dla nowych czlonkow organizuja, a w czwartek ( drugie z kolei takie spotkanie ) to nawet sam mam powiedziec o sobie, co robilem w AIESEC i wogole....po angielsku oczywiscie.

ad.5
Kurwa!!!! Kasa mi sie konczy!. Trzeba robote zaczac szukac, ale tak se mysle, ze bez kasy to tu nie ma co robic. Poprostu bez sensu jest caly wyjazd tylko po to, zeby siedziec w akademiku, bo nie ma sie kasy na nic innnego. Z drugiej strony jak sie pracuje to moze ma sie kase na cos innego, ale nie ma sie na to czasu........i co tu zrobic?