Przygody diabliq'a, czyli ze szwabami potyczki

Blog bedzie brzydki, oblesny, wulgarny, generalnie mozna powiedziec niepoprawny politycznie - wiec jezeli jestes delikatna osoba - daruj sobie. Pomyslne wiatry po wielu perturbacjach przywialy mnie do Niemiec i zamierzam zakotwiczyc tu na jakis czas. Bede tu opisywal moje spostrzezenia na temat Szwablandii, ludzi, absurdow itd. Blog zawierac bedzie moje refleksje i przemyslenia ( nie zawsze trzezwe ) na temat pobytu w tym kraju.

Wednesday, October 25, 2006

W swoim zyciu zgubilem juz:

dwa zegarki ( w tym jeden po pijaku )
dwa razy klucze ( ergo dwa razy musiano przeze mnie zamki do mieszkania zmieniac )
buty raz ( takie lakierki od garniaka-nie bylem pijany)
dwa razy paszport ( w tym raz obecnie - przed samym wyjazdem mi gdzies zniknal )
raz portfel caly ( ale bylo w nim tylko pare groszy, bo wczesniej przezornie wszystko przepilem )

i generalnie zastanawiam sie, czy mam tendencje do gubienia czy poprostu nie umiem szukac zgubionych rzeczy. Wczoraj musialem uzupelnic ta liste....o co?...o co?.....nie zgadniecie.....co jest dla czowieka za granica najbardziej potrzebne, gdy nie ma on paszportu....no co?...dowod osobisty oczywiscie....a wiec tak....wczoraj okazalo sie, ze zgubilem dowod osobisty....jeeeeeee!!!!! - tego jeszcze nie udalo mi sie zgubic. A bylo to tak :

Wychodzielem se z akademika tak namietnie, ze wyjebalem sie prawie na klatce mojego akademika, dzialajaca na mnie sila odsrodkowa oraz masa bezwladna portfela sprawily iz ten wypadl mi z plecaka. Kiedy lezal sobie tak rozwalony na posadzce zauwazylem iz w miejscu gdzie trzymam dowod widnieje luka. Panika wdarla sie w ma dusze. Neuronami z predkoscia swiatla przemknela mysl-" Kurwaaaaa!!!!!". Tak pomyslalem sobie, ze juz mi za dobrze bylo wiec musialo cos sie spierdolic. Nastepnie niczym tajfun wpadlem do pokoju, zrobilem maly sajgon.....i kurwa nic. Nie ma. Pomolestowalem kolezanki nastepnie, czy nie wiedza gdzie moze byc moj dowod. Nie wiedzialy. Nastepnie znowu zrobilem sobie tajfun w pokoju ( za duzo to w tym pokoju nie mam ) - sytuacja sie powtorzyla. Potem byl maly brainstorming. Rekonstruowalem sobie ostatnii dzien mojego dowodu ze mna ( to byl piatek, kiedy widzialem go po raz ostatni )Nastepnie umeczony pierdolnelem sie na wyro i zaczelem w myslach deportowac sie do Polski, odmawiac mi prawa wjazdu do Naszej pieknej ojczyzny, prosic o azyl, szukac ambasady, zeby mi cos zamiennego wydali.....czyli generalnie dobijalem sie jeszcze bardziej. Zaczalem sie zastanawiac...dlaczego ja do kurwy nedzy zasze wszystko gubie, dlaczego mnie akurat Bog pokaral taka przypadloscia

Rano moje cialo wstalo na zajecia, umartwiajaca sie dusza zostala w pokoju.....ale zakoncze pozytywnym akcentem.....okazalo sie, ze zostawilem moj dowod w piatek na kserze. Dzisiaj zaszedlem tam i sie zapytalem i gosc mi go oddal......ufffff!.....zycie jest piekne, ale ten dowod to se chyba pod skore gdzies wszyje.

Tuesday, October 24, 2006

buahahahaha....wstalem dzisiaj z mysla, ze znow trzeba zaliczac te wyklady - wszystkie po kolei, po to aby po czasie moc wybrac ze 2-3, takie ktore bedzie mozna latwo pozaliczac. Najpierw poszlismy se na wloski ( po niemiecku oczywiscie ) i od razu mnie wkurwili z rana. Okazalo sie, ze zamiast 9 punktow za uczestnictwo w kursie mozemy uzyskac tylko 6, poza tym mamy chodzc na jakies weekendowe zajecia dodatkowe dla poczatkujacych, co niezmiernie koliduje z moimi weekendowymi planami ( picie w nocy z piatku na poniedzialek ). Ale generalnie bylo fajnie bo prowadzaca jest taka spoko ( oczywiscie to nie ona bedzie y nami potem prowadzic zajecia, znajac moje szczescie trafi mi sie jakas stara makaroniara ). Potem poszlismy se jesc na menze ( niemcy nie umieja robic kurczaka ) i mielismy isc na kolejny wyklad, ale w drodze zauwazylismy, ze nie wiemy gdzie mamy isc to se skipnelismy ten wyklad....nie ten to nastepny.
Aha o rowerach teraz bedzie. Niemcy do milosnicy rowerow. Siodelka maja chyba przyrosniete do dupy, a kierownice do rak bo wszedzie poruszaja sie rowerami. Na chodniku wiecej miejsca zajmuje sciezka rowerowa niz drozka dla pieszych. Jak wyjezdzalem z Polski moja babcia martwila sie, ze mnie tu pobija, zabija, samochod mnie pierdolnie, albo nawet, ze przejde na islam. Ale babciu moge Ci powiedziec, ze predzej ktos mi zrobi z nog stojak na rowery zrobi niz wydarza mi sie wyzej wymienione rzeczy. Jak se ide chodnikiem i slysze zlowrogi odglos dzwonka rowerowego za soba to normlanie nie wiem w ktora strone spierdalac, zeby mi z dupy garazu nikt nie zrobil. Nerwowy sie przez to zrobilem i drazliwy....
To bedzie chyba narazie tyle

Friday, October 20, 2006

hmmmm...co by tu w pierwszym poscie wklepac ciekawego.......chyba wklepie jutro