Przygody diabliq'a, czyli ze szwabami potyczki

Blog bedzie brzydki, oblesny, wulgarny, generalnie mozna powiedziec niepoprawny politycznie - wiec jezeli jestes delikatna osoba - daruj sobie. Pomyslne wiatry po wielu perturbacjach przywialy mnie do Niemiec i zamierzam zakotwiczyc tu na jakis czas. Bede tu opisywal moje spostrzezenia na temat Szwablandii, ludzi, absurdow itd. Blog zawierac bedzie moje refleksje i przemyslenia ( nie zawsze trzezwe ) na temat pobytu w tym kraju.

Sunday, March 08, 2015

NA ŁAWCI: Novyj Rôk 2015 (po raz peršyj)

Wielmi cikawaja tema - dumaju sztob nie bieżanstwa, naszoje padlasie zawsiem inaksz wyhladałob.



 . NA ŁAWCI: Novyj Rôk 2015 (po raz peršyj): Wsiech pozdraulaju z Nowym Rokom (podłuh novoho stylu) – chaj vôn prynese Wam spakoj, umilenije i zmieny – no tolki na liêpšoje. Wsiem žada...

Thursday, May 29, 2008

Przygody diabliq'a, czyli......REAKTYWACJA!!!!!!!!!

Patrzę, że już trochę czasu minęło od momentu kiedy ostaniego posta tutaj urodziłem.
Myślę, że zacznę na nowo, ponieważ w Polsce są też sprawy, warte poruszenia, absurdy warte wskazania i ludzie, z którymi.....warto toczyc potyczki :).

Na początku może: "Przegląd Prasy"

Wczoraj czytałem ciekawy wywiad z Moniką Brodką, powiedziała, że nie chodzi na imprezki do warszawskich klubów, bo tam czyhają na nią paparazzi, żeby jej zrobic zdjęcie z drinkiem w ręku, aby potem w fakcie czy innej gazecie dla półdebili napisac, że jest alkoholiczką.

W Rybniku 13-letnia dziewczynka pobiła 25 letnią kobietę. Starucha potrąciła ją łokciem na ulicy.

Maria S. lubiła śpiewac. Lubiła to do tego stopnia, że skończyła wszelkie możliwe szkoły muzyczne i została zawodową spiewaczką operową. Drugą pasją życiową pani Marii jest alkohol. Obecnie pani Maria jest bezrobotną matką trójki dzieci, zamieszkuje lokal swego konkubenta oraz kontynuuje swoje obie pasje życiowe. Planuje nagranie płyty dla SONY. Niestety SONY nic o tym nie wie.

Tusk powiedział, ze książki są anachroniczne. W związku z tym, każdy gimnazjalista będzie miał współfinansowany przez Państwo laptop......a potem Ci gimnazjaliśmy wybudują 3 miliony mieszkań.

To na razie tyle...tytułem wstępu:)

Wednesday, August 01, 2007

I koniec sokratesa i jest dół taki, że szok. Wszyscy już wyjeżdzają, albo wyjechali. Najgorsze jest to, że teraz zbiera mnie na wspominki z całego roku i jednocześnie towarzyszy temu świadomośc, że tych ludzi już pewnie do końca życia nie zobacze.

Mój piętrowy GANG przeszedł do historii. Dwa tygodnie temu wyjechał rajan ( USA ), w poniedziałek Daniel ( USA ), w czoraj Britnej i marie ( USA ), dzisiaj do domu na wakacje wraca Seba ( Niemcy ), a Michael i Linda ( Niemcy ) też już chyba nie wrócą. Jak tak sobie wspominam te nasze nocne posiadówy z piątku na poniedziałek to tak se myśle, że naprawde tutaj fajnie było, poznałem dużo fajnych osób, zżyłem sie z nimi.......i nawet będę tesknic do nich i Naszej zachlanej, zażyganej kuchni.

Chuj....trzeba jakoś życ dalej...jeszcze dwa miechy mi praktyki zostało....ale już sobie wyobrażam jakie bedą nudy. I się nie będe już kurwa rozklejał tutaj...i tak wczoraj dziewczyny się nawet popłakały przy pożegnaniu.....ja nie...bo się zbuchałem godzinę wcześniej :)

Po kolei.

W sobote Daniel chciał się z morzem pożegnac, więc pojechałem z nim do Cuxhaven. Z ciekawszych rzeczy w drodze, to w jednym wagonie lezał najebany typ jakis i spodnie miał w gównie ujebane i emanowały one na cały wagon. My od razu się skapnęlismy, że to nie jest jakis tam przypadkowy pierd czyjs, tylko jazda będzie przez całą drogę, więc zmieniliśmy wagon poprostu. A Niemcy jak durnie dalej siedzieli w tym wagonie. Patrzeli tylko na siebie z niedowierzniem cóż to tak może brzydko pachnąc, jak gdyby nigdy gówna nie czuli, bo sami srają fiołkami i różami. Wyglądali tak jakby zupełnie nie mogli się odnaleźc w zaisniałej sytuacji. Poprostu coś poza protokołem i Niemiec się gubi. No i siedzieli sobie i się gazowali w tym wagonie. Dzień generalnie był zryty. Było zimno, było tak jakby chciało padac a nie mogło, pochmurno, wietrznie....w sam raz na kąpiel.

Cuxhaven liczy 4 ulice na skrzyż, więc jest 126578 możliwości, żeby się zgubic. Z jednej z nich nie omieszkaliśmy nie skorzystac. Dotarliśmy do morza, ale tutaj to nie jest tak, że masz morze to i plaża.....a gdzie tam. To by było za proste. Plaża jest utrapieniem, gdyż piasek się roznosi, na piękne niemieckie chodniki, włazi w piękne niemieckie buty, i drażni wrażliwe niemieckie oczy, w związku z tym, plaże zostaną zabetonowane - taki tutaj jest punkt widzenia. Jak chcesz sie porekreowac na plaży to musisz iśc za miasto prawie, gdzie masz wydzielone miejsce, odgrodzone drutem kolczastym, do którego wstęp kosztuje 3 euro, bez względu na to czy chcesz się kąpac czy pospacerowac tylko. Możesz se normalnie zdjęcie przed wejsciem zrobic i znajomym gadac, że w Auschwitz byłes........tylko te niemieckie spasłe foki na plaży trochę kolidują.

I tak se chodziliśmy na około tego foczego obozu, co by jakąś dziure gdzies znaleźc, a gdzie tam...zapomnij. W końcu Daniel się wkurwił, i wskoczył do wody bezpośrednio koło ogrodzenia, celem go przepłynięcia ( jak nie lądem to morzem ), oczywiście emanował przy tym swoim wackiem, bo tam ludzie tak mają...jak chcą się przebrac, to tak bez ceregieli na widoku....

Ja jednak znalazłem drogę lądem i już z pięknej plaży wskoczyłem do wody. Temp. powietrza była 18 stopni, a wody 19, więc było spoko. A woda chujowa....słona.

Potem zakopałem jeszcze tego Hamburgera po szyje w piasku i było spoko. W drodze powrotnej stała koło nas smierdząca baba, a jakiś chuj z dziecmi nie pozwalał Nam okna otworzyc. Ja miałem lepiej, ale Hamburgera to na zielono na babka w dwie minuty zrobiła, mówił, że była przed nim taka ściana smrodu, że go odrzucało. Tak, tak....to nie tylko w Białymstoku takie rzeczy się dzieją.

W nastepnym odcinku;
ad.1 pożegnalna impreza GANGu ( przynajmniej jego częsci )
ad.2 pożegnan c.d.
ad.3 praktyka i koniec wakacji.

Sunday, July 22, 2007

a dzisiaj znowu jestem najebany.......i dobrze mi z tym....

Saturday, July 21, 2007

moin ( tak się mówi dzień dobry w Oldenburgu, to z Holenderskiego )!

Przejrzałem se swój blog i ......przepraszam wszystkich za błędy ortograficzne i stylistyczne, az sam buraka puszczałem jak to czytałem.....szok, ja przecież od pewnego czasu oduczyłem się popełniania błędów......ale nawyki wróciły chyba. Wogóle diabliq zauważył, że stracił płynnośc w szybkim porozumiewaniu się klarowną polszczyzną, zdania wielokrotnie złożone, puenta, inwersja......wszelkie zdolności, którymi diabliq za wczasu się szczycił poszły się ruchac.Zauważył też diabliq, że mu słów polskich brakuje i coraz częściej musi mówi opisowo niż konkretnie.

Koszmar.

Więc znowu w Niemczech. Nuda jak konferencja Prezydenta RP. Szwaby się uczą, bo w następnym tygodniu sesję zaczynają, ale jakieś lumpy kurwa zrobiły impre w bloku obok, więc szakire słysze cały czas.

Dzisiaj rano wstałem i zacząłem doświadczas po raz wtóry moją marną kwintesencję życia, czyli poratle przeglądac diabliq zaczął. Po onecie ( Lepper w końcu zauważył, że Jarek to pedał ) przyszedł czas na interie. A tam........nowy teledysk DODY!!!!!!

Z wypiekami na twarzy zapuścił se diabliq.

Więc piosenka jest o tym, że Radzio ruchął inną i Dodzie z tym źle. Że jest jej z tym źle pokazuje Doda w każdym ujęciu: na białym pudle, w czarnym korytarzu, i na jakiś pufach, wijąc się przy tym ze swej sromoty tak, aż jej preścieradło spada, ale ponieważ jest jej z tym źle, to nie dba przecież o takie szczegóły.
Jakbyś się nie skapował o czym jest ta piosenka, to nic nie tracisz. Doda dobrotliwie pozostawia zero miejsca na interpretację:

NIE WYBRAŁEŚ MNIEEEEEEEE.....
oł jeeee
i coś tam dalej bo nie zapamiętał diabliq.

Chociaż tym razem muszę przyznac, że tekst jest trochę mniej idiotyczny niż zazwyczaj.

Generalnie Doda chodzi, wije się, cmoka, uśmiecha, nosi takie sukienki, że to już lepiej jakby bez sukienek była.........i właśnie jest jej źle.

I jakiś kolo występuje z nią, co z tyłu nawet Majdana przypomina i pewnie dlatego Doda na koniec zabija go szpikulcem do lodów ( Radziu spieprzaj na Bornholm z tego Szczecina ).......i tak poetycko dwie śtrużki krwi po białym pudle płyną.....wszystko takie piękne.....poetyckie.....tylko kurwa, jakoś nie czaję tej poetyki.


ten majstersztym kończy piękny Dodziny usmiech.

I ja nie wiem dlaczego Ania Maliszewska się pod niem podpisała . Oglądając ten teledysk jakoś tak dysharmonię odczuwam. Jestem pewien, że Doda oczywiście swoje 3 grosze w scenariusz wcisnęła, Ani chyba już nie wiele zostało.......ale brawa, za pomysł z lustrami, maskami, przyśpieszaniem ruchów.

Tak mam wrażenie,że pewne elementy tego teledysku robiła Doda ( kicz jeszcze większy niż zawyczaj ), a trochę Ania Maliszewska ( trochę artyzmu gdzieś tam wcisnęła )

Polecam amatorom fajnych cycek i lasek ( po wyłączeniu fonii )...dlatego też nie omieszkam jeszcze wiele razy obejrzec ten teledysk :).


Lubię Dodę, nie wiem dlaczego ale lubię ją. I nie tylko o cycki chodzi, jest fajna, wyszczekana, mówi to co myśli, potrafi rozbawi mnie do łez, i ma fajne cycki, i jak ktoś ( czytaj któraś) nie lubi Dody to jest zakompleksioną szczotą. Tylko........Doda.........

NIE PISZ WIĘCEJ TEKSTÓW I NIE REŻYSERYZUJ TELEDYSKÓW.




A najlepiej to se show w tv załóż zamiast spiewania.

Thursday, May 31, 2007

Ogłaszam wszem i wobec, ze wywalili mnie z roboty. W pierwszej chwili to sie ucieszylem, ale potem troche wkurwiłem, no bo jak oni mogli wzwalic takiego przodownika pracy jak diabliq. Powiedzieli mu cos długo i bez sensu i do tego po niemiecku, w kazdym razie, cos, ze jestem leniwa swinia i sie nie nadaje i beznadziejny jestem wogóle. Wlasciwie to jestem na wypowiedzeniu do sobot i teoretycznie powinienem dzisiajpracowac, ale mi sie nie chce i nie pojechalem. Poza tym wczoraj zachlalem morde......

A okazja nazywala sie Zimmersaufen. Polegalo to na tym, ze chodzilismy po kolei po pokojach uczestnikow i pilismy jakis alkohol przygotowany przez gospodarza. Tak z 10 osob nas bylo, wiec 10 pokoi. Tak do 6 jeszcze pamietam. U mnie bylo nawet spoko, postawilem jedna flaszke, muza byla, ludzie wchodzili sobie oknem i skakali z niego, tak dla przyjenosci, oprocz tego Sina i Nabil skakali mi po lozku, celem jego polamania, co im sie dosc szybko udalo. Ale jak juz u Siny w okoju pilismy tekile, to juz totalnie jak samolot bylem, bo mi Kinga swoje dzialki oddawala, a ja w tych kwestiach jestem malo asertywny. Wiec nastepnego pokoju u Nilsa to ju tak slabo pamietam, a pokoj moni to mi przypominaja ludzie powoli. Niby potem kuchnie zdemowolowali, na czynnosc ta skladalo sie m.in mazanie krwia po scianach i rzucanie jedzeniem. Ale mnie juz podobno nie bylo.

Co poza tym?
Mam fajne sasiadki - Amerykanki, i w koncu cos sie zaczelo dziac u mnie na pietrze, ajkies imprezki, picie, spotkania, bo amerykance sie u Nas w kuchni zaczely zbierac. Jak siedzimy to do rana, gadamy i wogole jest cool.

To nara

Friday, April 20, 2007

Mam kurwa dosyc tej pracy!!!!!! Rzuce ja w pizdu, albo sami mnie wywala. Ostatnio to chcialem juz seryjnie zrezygnowac, ale se pomyslalem, ze to nie podobne do mnie....takie poddawanie sie. Wiec zostane, az mnie wywala, albo nie wiem co sie stanie.......
Wasze kalendarium na maj:
4 maja - Czarek nawiedza Polske
5 maja - spotkanie ze znajomymi w Hajnowce, w tym z moja partnerka na wesele, w miedzyczasie ppisanie pracy magisterskiej
6 maja - wesele
7 maja - kacowanie, oraz pisanie pracy magisterskiej
8 maja - jeteli napisze prace to nawiedzenie z nia Kupca, wizyta w Bialymstoku
9-12 - kursowanie miedzy Hanjowka z Bialym
14-15 - chlanie na czas w Hajnowce, moze odrobie prace domowe z Niemieckiego
16- pakowanie mej wesolej dupy do autobusu celem dowiezienia jej do Niemiec.